— Pani się zapewne dziwi? Istotnie prosiłam tych panów, aby zabawili mojego męża w Warszawie. Zepsułby mi całą zabawę na Riwierze.
Księżna pogroziła palcem wesołej hrabinie.
— Ach, ty niepoprawny trzpiocie! Zawsze jesteś ta sama.
— Proszę cioci, wolę otwarcie się oskarżać. Nie chciałam mieć go z sobą.
— I stało się podług życzenia pani — wtrąciła wesoło Stefcia. — Czy bawiła się pani istotnie dobrze?
— Doskonale! Wydałam bajońskie sumy, wariowałam! Ordynat mi powiedział impertynencję, że pomimo świetnych zabaw wyglądam, jakbym była désillusionnée77. Mówi, że w moim śmiechu brzmią jakieś zgrzyty. Po części zgadł, ale... jestem na niego zła.
Zaśmiała się do pana Macieja:
— Wnuk pański jest nadzwyczajnym obserwatorem, zauważył od razu dysonans w mej pozornej harmonii.
— Nasza Syrena panią nastroi na lepszy ton — rzekł jeden z panów.
— Wątpię! Mnie nastroić może tylko dobry mistrz, a obecnie nasz high life78 już... nie posiada go.