Waldemar pożegnał go trochę niecierpliwie.

— Niech pan spieszy, już dzwonek, spóźni się książę.

Bien, bien, merci!80 Niepowszednia uroda... Spieszę... spieszę.

I pobiegł szybko, pochylony naprzód, z zapadłą piersią, długimi nogami i ogoloną głową młodego starca.

Rozpoczął się drugi akt. Prątnicki nie wrócił do krzeseł, wybrał sobie miejsce na galerii i stamtąd patrzał na Stefcię i ordynata. Doznawał dziwnych uczuć — przede wszystkim jakiegoś wstydu.

Ale nikt go nie widział z loży.

Stefcia teraz pilnie uważała na scenę, chociaż Waldemar często jej coś szeptał do ucha.

Księżna rzekła:

— Widzę, że nie bardzo zajmuje was sztuka. Może wasza lepsza. Słuchajcie śpiewu Hrabiny.

Rozległo się na scenie początkowe recitativo81: