Waldemar ciągnął dalej:

— Niech pan uważa, jak się Dzidzi na scenie energicznie zachowuje. Niech pan bierze z niego przykład: on „Akteon wytrzymały”!

— Niech pan im nie dokucza — szepnęła Stefcia.

— Dobrze, już będę grzeczny.

Na scenę wjechał sztuczną łodzią okazały Podczaszyc w kostiumie Neptuna. Wołał tubalnym głosem:

Oj, coś trzeszczy wóz z tektury.

Dzidzi, każ no zwolnić sznury.

Bo będziecie mieć robotę,

Jak syrenę którą zgniotę.

— Niezrównany! — zawołał półszeptem ordynat.