— Dosyć, dosyć! — wołali wykwintniejsi miłośnicy muzyki.
Zasłona podniosła się.
Wszyscy jak po odurzeniu narkotycznym powracali do trzeźwości. Jowialny82 dowcip Chorążego na scenie dokonał reszty. Jego śpiew myśliwski nastroił junacko wielu ze słuchaczy, scena z zieleniaczkiem ubawiła.
Panna Rita spytała cicho Trestkę:
— Co zaszło z ordynatem? Był wzburzony.
— Awantura z Barskim.
— Gdzie?
— W fiumuarze.
Stefcia usłyszała. Zbladła silnie. Ponieważ Waldemar coś mówił do księżnej, więc pochyliła się do Trestki.
— Co pan powiedział? — szepnęła z lękiem. Oczy miała prawie czarne z przerażenia.