— Niech pani będzie spokojna! Mała nieprzyjemność... Barski poskromiony — odszepnął Trestka z miną wielce lekceważącą.
— Pan mówi prawdę?
— Ależ jak Boga kocham!
Stefcia cofnęła się. Nie była jednak uspokojona. Przeczuwała, że zajście pomiędzy ordynatem a Barskim wynikło z jej powodu. Miała niemal pewność, że tak jest. W loży Barskich siedziała tylko hrabianka ze swą damą do towarzystwa i Zanieckim. Hrabia widocznie wyjechał z teatru.
— Co zaszło i czy tak zawsze będzie? — pytała siebie Stefcia ze ściśniętym sercem.
Panna Rita, również niespokojna, patrząc na Trestkę, nieznacznie dotknęła ręką skroni.
Trestka zrozumiał: pytała go o pojedynek.
Zaprzeczył ruchem głowy, po czym napisał coś w notatniku i podał Ricie.
Przeczytała: „Ordynat-matador. Kto zaś Barski, proszę wspomnieć arenę — dodam tylko: rozwścieczony!”
Panna Szeliżanka zagryzła usta ze śmiechem.