Przedstawienie kończyło się. Podczaszyc oświadczał Chorążemu Bronię i Kazimierza.
„Siuprem rezon właśnie czuję” — mówił z komiczną miną rubasznego eleganta.
Zabrzmiał końcowy śpiew Hrabiny: „Zbudzić się z ułudnych snów”.
Żal, obraza, zawiedziona ambicja w głosie śpiewaczki. Niesłychanie akcentowała słowa, mimikę, głos. Ostatnią strofkę wyrzuciła z piersi niemal z rozpaczą:
Ale żal okazać mu,
Wstydu łzy wylewać tu,
Byłby to poniżeń kres...
Chyba gniew, lecz nigdy łez!...
— Brawo, brawo! — zawołał Waldemar.
Jeszcze trochę dowcipów Podczaszyca i zasłona spadła.