— Za dziesięć dni już! już! Czego się boję?... Tyle szczęścia!...

Weszła pani Rudecka. Krzyknęła lekko na widok córki. Chwilę stała zapatrzona i wyciągając do niej ręce, zawołała:

— Jakaś ty śliczna, Stefciu!

— Czy i on to samo powie, mamo? i Waldy?...

— Śliczna jesteś, twój Waldy zachwyci się tobą na nowo.

Ukazał się pan Rudecki z listem w ręku.

— Stefciu?... Aa!...

Popatrzał na córkę rozradowany.

— Wspaniała jesteś!

— Pani ordynatowa Michorowska — rzekła przeciągle matka, lubując się trochę brzmieniem tych słów.