Stefcia drgnęła. Ojciec objął ją i pocałował.
— No, jeszcze teraz jest Rudecka, nie tytułujmy jej przed czasem — rzekł z marsem96 i wręczył córce list.
— Patrz, drugi list do ciebie. Ale to nie pismo ordynata. Znalazłem go zaledwo teraz między gazetami.
Stefcia spojrzała na adres. Koperta była elegancka, charakter ładny, ale nieznajomy.
— Od kogo? — spytała matka.
— Chyba... ze Słodkowic.
Wymieniła umyślnie Słodkowce, wiedząc jednak, że list nie stamtąd.
— Rozbiorę się najpierw.
Pan Rudecki wyszedł. Matka pomogła Stefci zdjąć suknię, ucałowała ją i również oddaliła się.
Stefcia gorączkowo rozcięła kopertę.