Powitano się w milczeniu.

— Jedziesz na pogrzeb? To dobrze. A Franio? — spytała starsza księżna synowej.

— Franio został. Nie nalegałam. W takiej chwili lepiej, jak się Waldemarowi nie będzie narzucał. Zresztą... nie był w Ruczajewie. Zabrałam tylko dziewczynki. Znały ją, lubiły bardzo.

— To dobrze, dobrze. Powinniśmy tam być... wszyscy.

— Ale Rita w depeszy nadmieniła coś niezrozumiałego — rzekła młodsza księżna.

— Ale co?... ale co?

— Napisała tak: „Stefcia umarła — zabita”.

Staruszka szeroko otworzyła oczy.

— Cóż to znaczy? Przecież chorowała... zapalenie mózgu.

— Musiał być jakiś powód choroby, może psychiczny — wmieszał się Trestka.