— Przystojny i bardzo elegancki, a nade wszystko wybitnie typowy.
Stefcia spojrzała na kuzyna z wdzięcznością.
— Tak, dobrześ powiedział. To jego cecha główna.
Narnicki zauważył jej nagłe ożywienie i postanowił mówić dalej, nie spuszczając z niej oczu.
— Wśród nich wszystkich on wygląda na luminarza12. Ma rozumny wyraz twarzy i znać w nim lwią energię. Tacy ludzie idą do celu śmiało, depcąc wszelkie przeszkody, i dlatego nie są bezpieczni. A przeszłość ordynata, bardzo zresztą świeża, znana jest ze swej burzliwości.
— Dlaczego to mówisz? — spytała sucho Stefcia.
Narnicki wzruszył ramionami.
— Mówię o nim jako o typie, a dodaję uwagę, że ludzie z taką energią i swobodną przeszłością, zwłaszcza gdy mają miliony, potrafią nie przebierać w środkach dla zadowolenia swych kaprysów, nawet chwilowych. Ordynat jest wytworny, tym gorzej. Taki aksamitny płaszczyk pokrywający feudalizm — bo u niego i ten rys jest widoczny — ułatwia mu zaspokojenie jego fantazji.
— Nie powinieneś o nim mówić z taką pewnością, bo go nie znasz.
— Czy określiłem go fałszywie?