— Nie, ale źle go sądzisz.
— Przepraszam cię, kuzynko! Jeśli ja nie mam podstawy sądzić go w ten sposób, tym bardziej ty nie możesz za niego ręczyć.
— Ja go znam bliżej.
— Z salonu! jako wielkiego pana i wytwornego człowieka, jeszcze jako sportsmena, causeura13, tancerza. Ale to niczego nie dowodzi. To jest właśnie ten aksamitny płaszczyk, o jakim mówiłem.
Stefci zaiskrzyły się oczy.
— Znam go jeszcze jako obywatela kraju, jako właściciela wielkich obszarów ziemi, dobrego patriotę i... bardzo kulturalnego człowieka. Jest wybitnie inteligentny i zupełnie liberalnych pojęć — rzekła.
Narnicki patrzał na rozognioną Stefcię spod oka. Wargi mu drżały z tajonego gniewu. Głos miał syczący, gdy odpowiedział:
— Słowem, doskonały! Jednak widocznie sam sobie tego nie przyznaje, bo ma dziwnie ironiczny grymas na ustach i satyrę w oczach, naturalnie wyłączając grupę w kostiumach.
— Doskonały nie jest, wady posiada jak każdy człowiek, ale nie jest zarozumiały...
— W to nie wierzę. Człowiek na takim stanowisku, bogaty jak nabab14, pełen powodzenia w świecie, nie wiedziałby o tym?