— Ale czego?
Zapytana uśmiechnęła się blado.
— Proszę nie uważać na mnie. To minie...
Rozmowa przycichła. Wszyscy byli zwarzeni.
Herbatę podano w małym salonie. Przy płonącym kominku rozmowa ożywiła się.
Nagle wszedł służący, niosąc srebrną tackę. Zbliżał się wprost do Stefci. Ona wpiła w niego oczy.
— Co to? — spytał ordynat.
— Telegram, proszę jaśnie pana, do...
— Do mnie! — zawołała Stefcia.
Lokaj skłonił się twierdząco.