Wszystkich oczy spoczęły na niej, potem na twarzy ordynata.

— Tak, do pani — rzekł ten ostatni, powstając, i oddał jej kopertę.

Rozerwała opaskę. Na policzkach miała gorące wypieki.

Obecni zataili oddech w piersi. Niepokój nauczycielki przy obiedzie i ten telegram do niej przeraził ich.

Stefcia przeczytała i opuszczając papier na kolana, rzekła bezdźwięcznym głosem:

— Babcia umarła. Wzywają mnie na pogrzeb.

Odetchnęli. Spodziewano się czegoś gorszego.

Tylko pan Maciej zadrżał, jakby mu widmo zajrzało w oczy.

— Czy to zmarła babcia Rembowska? — spytała Lucia.

Stefcia wybuchnęła płaczem.