Starzec dotknął ręką czoła.
— Dziwnie mnie wzruszył wyjazd Stefci i... ta śmierć.
Wszedł lokaj, oznajmiając, że konie gotowe. Za nim weszły panie. Stefcia już w czapeczce na głowie i w ciepłej sukni. Oczy miała zaczerwienione, usta pałające i jasne kolory na twarzy. Wzruszona zbliżyła się z pożegnaniem do pana Macieja. Staruszek bez ceremonii przyciągnął ją do swej piersi. Przemawiał do niej jak ojciec.
Lucia płakała rzewnymi łzami.
— Stefcia, powrócisz prędko do nas, prawda?
— Będę się o to starała.
Gdy podeszła do Waldemara, cichy spazm załkał w jej piersi. Jemu drżały usta. Pierwszy raz wobec wszystkich ucałował jej rękę.
Pan Maciej drgnął. Pani Idalia zacięła wargi, zwężając oczy w typowe szpareczki. Lucia spojrzała z rodzajem tryumfu, jakby mówiąc: „Ja o tym dawno wiem”.
Wychodzili do przedpokoju. Pan Maciej zatrzymał Stefcię za rękę.
— Moje dziecko... twoja babka nazywała się Rembowska. Czy tak?