— Ha, w takim razie każę zaprzęgać.
Przeszli do sali jadalnej. Waldemar wydał odpowiednie polecenia.
Pani Idalia wzięła Stefcię za rękę.
— Musi się pani pakować. Tylko proszę nie płakać. Biedna Stenia! — rzekła, całując dziewczynę w czoło.
Lucia płakała na dobre.
Razem wyszły, udając się do swych pokoi.
W sali został pan Maciej w obszernym fotelu. Waldemar chodził nerwowym krokiem ze zmarszczoną brwią i płomieniem w oczach. Pan Ksawery kręcił się sennie. Trwało milczenie. Kroki Waldemara rozlegały się jednostajnie w sali. Wielki zegar tykał poważnie.
Pan Maciej siedział zasępiony. Spod brwi rzucał szybkie spojrzenia na chodzącego wnuka. Naraz zapytał:
— Czy nie wiesz, jak się nazywała z domu jej babka?
Zagadnięty potrząsnął głową przecząco.