Miał ich zapas nie lada, żył przecie wieki.
Stefcia, pogrążona w zadumie, nagle drgnęła i obejrzała się z lękiem. Drzwi skrzypnęły i na progu stanęła Lucia w nocnym kaftaniku, z rozpuszczonymi włosami. Oczy miała otwarte szeroko i niepokój w twarzy.
Zanim nauczycielka spytała, dlaczego nie śpi, dziewczynka prędko podbiegła do niej i ręce zarzuciła jej na szyję, twarz rozpaloną przytuliła do jej twarzy i zaczęła szeptać:
— Ja przeczułam, że pani nie śpi, i przyszłam, bo i ja zasnąć nie mogę... tak mnie coś dręczy... i tak mi smutno...
Odjęła ręce od szyi Stefci, robiąc nimi jakieś ruchy na wysokości twarzy, zawołała z trwogą:
— Ot, tak coś mi stoi przed oczyma!
Po czym przytuliła się zaraz i spytała cichutko:
— Panno Steniu, dlaczego ty nie śpisz? Dlaczego tak siedzisz przy księżycu? Czy i ty także?... Jeszcze?...
Stefcia drgnęła, żal błysnął w jej oczach.
— Co chcesz powiedzieć, Luciu?