— Zaproponuję mu przeniesienie się do Głębowicz, lecz w ten sposób, że powinien zrozumieć, czego chcę.

— A jeśli się zgodzi?

— O to jestem spokojny! Zresztą innego sposobu nie widzę bez narażenia jej... Stefci...

Pan Maciej spojrzał na niego ukradkiem.

— Jak on się o niej wyraża! — pomyślał.

Wszedłszy do pałacu, Waldemar kazał podawać samochód, sam zaś zeszedł na dół do parterowego salonu, blisko pokoju Stefci. Mrok zapadał szybko, salon ginął w szarych barwach wieczornych, gdzieniegdzie połyskując złoceniami ram i kryształem pająków113.

Ordynat spojrzał na zegarek i zadzwonił.

Nadbiegł młody pokojowiec.

— Niech tu przyjdzie Jacenty — rzekł Waldemar.

— Światła i pospuszczać sztory! — rzucił krótko kamerdynerowi.