— Dam do zrozumienia w sposób jak najoględniejszy, że jest tu zbyteczny.

Wszedł Jacenty, oznajmiając, że Benedykt czeka.

Pani Idalia rzekła do Waldemara po francusku:

— Kazałam mu przyjść wytłumaczyć się. Ale teraz tobie go zostawiam.

Wzruszył ramionami.

— On nic nie winien, tylko rządca. Ja bym cioci radził jechać i kwestię końską pozostawić na boku. Winienem jej wdzięczność, ale wysuwać ją na pierwszy plan nie ma powodu. Więc jedzie ciocia, tak?

Nie czekając na odpowiedź, zwrócił się do Jacentego:

— Niech Benedykt zaprzęga kasztany.

Po odejściu kamerdynera Waldemar spytał:

— Czy z ciocią jedzie tylko Lucia?