— Zatem skończone. Dobranoc panu.
Praktykant zerwał się z krzesła i odpowiedział z fałszywą swobodą:
— Postaram się zadowolić pana ordynata.
— Dziękuję. Będzie to korzystniej dla obu stron.
Ukłonili się sobie i Prątnicki wyszedł z podniesioną głową, którą za drzwiami zwiesił smutnie.
— Psiakrew! Dostałem arbuza126 — mruknął zły — bo to przecie arbuz prywatny, nie urzędowa dymisja. Ale jak on to delikatnie zrobił, po pańsku. Arystokrata! — dodał ze zjadliwą ironią.
W przedpokoju lokaj chciał mu podać palto, ale Edmund odtrącił go z gniewem.
— Idź do diabła!
— Oho! — zawołał służący, zamykając drzwi za nim.
Waldemar wszedł do sypialni pana Macieja. Staruszek, leżąc w łóżku, czytał dzienniki. Na widok wnuka odsunął lampę.