Stefcia zaśmiała się.

— Porównanie zbyt pochlebne dla mnie, ale ładne — rzekła.

— To nie moje porównanie, tylko ordynata. Jeszcze panią mało znałam, kiedy pan Waldemar określił mi ją w ten sposób. A otóż i oni.

Nadeszli panowie. Trestka patrzał na Stefcię z podniesioną głową, Waldemar szedł zamyślony. Rita odezwała się do niego:

— Czy pamięta pan porównanie panny Stefanii do ukwieconego stepu? Ja dziś przyznaję panu słuszność zupełną.

Michorowski spojrzał na pannę Ritę, potem na Stefcię i spytał:

— Dlaczego to pani dziś przyszło na myśl?

— Bo panna Stefania wśród tych kwiatów przypomina bardziej niż kiedykolwiek łąkę.

— Nie, zawsze stepy — rzekł Waldemar — bujne, szerokie stepy ukraińskie. Łąka — to ciasne określenie. Pani ma w sobie coś lotniejszęgo.

Zrobił szeroki ruch ręką.