Stefcia znów zaśmiała się.
— Ee, moi państwo, to już za wiele komplementów.
— Pani tak mówi w celu wywołania jeszcze większych — rzekł Waldemar przekornie i poszedł do oranżerii.
Gdy się oddalił, Trestka poprawił dwoma palcami binokle i zawołał z miną znawcy:
— Mnie przyszło na myśl inne porównanie. Oto panna Rita jest jak posąg Pallas129 Ateny. Tylko brak pani tarczy, hełmu i dzidy. Ale wszystko to posiada pani... moralnie — rzekł z zagadkowym uśmiechem.
— Bardzo mnie to cieszy. To znaczy, że moralną dzidą ranię pana, moralną tarczą bronię się przed panem i... co tam jeszcze moralnego posiadam więcej? Zresztą dość o tym! Teraz pannę Stefanię proszę porównać do jakiej bogini.
— Panna Stefania jest jak Wenus130, która świeżo wyszła z piany morskiej.
— A pan jak satyr131, któremu nie brak złośliwości — odparła Stefcia.
— Doskonale! I rogów niech pani doda — zawołała roześmiana panna Rita. — Pan jest niemożliwy, panie Trestka. Już widzę, że nigdy nie nauczę pana dobrego smaku. Jakże można było porównać mnie do tej obrzydłej, starej Pallas Ateny? Myślałam, że zostanę Dianą132. Pannie Stefie należała się Hebe, bogini młodości, albo Psyche133. Wówczas i pan może by został przynajmniej Hermesem134.
— Dziękuję pani za taki zaszczyt.