— Panie ordynacie, proszę mi pozwolić przejść.

— Nie ustąpię, aż mi pani powie, o co proszę: gniewa się pani na mnie?

— Nie.

— Pozwalam sobie wątpić o szczerości pani odpowiedzi. Dotknąłem panią, lecz sam byłem wściekły. Teraz przepraszam. Pani mi nie poda ręki na zgodę?

Panna Rudecka prędko wyciągnęła dłoń, którą on uścisnął mocno, pochylając nisko głowę.

Nie zauważyli panny Rity, stojącej na schodach, ale ona widziała ich doskonale.

Poruszyła się nerwowo i zawołała zmienionym głosem:

— Skoro przymierze zawarte, proszę na kolację. Idalka czeka.

Waldemar i Stefcia w milczeniu wstępowali na schody. Rita mówiła nienaturalnym tonem, kładąc nacisk na każdy wyraz:

— Nie powinniśmy tak długo spacerować po parku. Teraz wieczory są zbyt upajające... zwłaszcza ta malwowa uliczka...