— Chciałbym się dowiedzieć, skąd pan sprowadził te samowiązałki, bo widzę system amerykański, a firmę warszawską.
— To są krajowe, nasza praca i żelazo. Sprowadziłem montera z fabryki Mac-Cormicka i pod jego dyrekcją firma warszawska zrobiła to samo.
— Ale ten nie wygląda na Amerykanina?
— Rodowity warszawiak, tylko uczeń tamtego.
Trestka kręcił głową.
— No i dobrze działają? Nie psują się co kwadrans?
— Bardzo rzadko. A zresztą zagranicznym zdarza się to również. Ludzie obznajmieni, mechanik dobry i robota idzie pomyślnie.
— Nadzwyczajne rzeczy — mruknął zdziwiony Trestka.
— Gdyby tak wszyscy robili za przykładem pana — rzekła Stefcia.
Trestka wybuchnął: