— Toby wszystkie zagraniczne firmy zbankrutowały!

— Bądź pan spokojny — rzekł Waldemar. — Nie jesteśmy tak dalece kulturalni, żeby fabryki amerykańskie bezpośrednio miały się na nas oglądać. Na swe maszyny Ameryka i Anglia mają dosyć własnych konsumentów, nie licząc obcokrajowców.

— Ja bym nie ufał maszynom u nas wyrabianym.

— Toteż je pan z daleka omija — rzekła panna Rita.

— A ja ufam — mówił Waldemar — patrz pan, co im brak? Działają dobrze, wyglądają tak samo jak zagraniczne, bo system jest ich, a że praca naszych rąk i materiał krajowy, to chyba ujmy im nie przynosi.

Wkrótce towarzystwo pożegnało rządcę i zawróciło do Słodkowic.

Waldemar rzekł do Stefci:

— Widziała pani jeden narożnik głębowicki, ale czy pani nie zmęczona? Bo jak na pierwszy spacer, to trochę za daleko.

— Co znowu! Nie jestem filigranowa, mogłabym dotrzeć do samych Głębowicz.

— Nie, tam pojedziemy brekiem.