— Najlepiej niech pan baron powozi w asystencji146 panny Pauli — odciął się zirytowany.
— Raczej ja w asystencji barona. Omylił się pan.
Trestka machnął ręką, jakby mówiąc: „Mało mnie to obchodzi”.
— No więc dobrze? — spytał głośno.
— Ja nie chcę. Tam na koźle pewnie błoto bryzga. Nie lubię być blisko koni — rzekła hrabianka.
— Ja również nie powożę. Tego sportu nie uprawiam — wysylabizował baron. — Ale może moja sąsiadka i pan Wilhelm?...
Stefcia pokręciła głową.
— Niepotrzebnie o tym rozprawiamy, bo pan ordynat dowiezie nas do miejsca i jak sam mówi, nie da się zastąpić.
— Dziękuję pani za poparcie — zawołał Waldemar.
— Zresztą my będziemy śpiewali — rzekł Wiluś.