Zaśmiał się trochę ironicznie.

— Proszę nie chwalić mnie jeszcze, bo może na to nie zasłużyłem. Przecie w moją miłość dla kraju nie wierzą. Nazbyt długo byliśmy de Michorowscy, bym ja się stał od razu Michorowskim, bez obcych dodatków. Któż mi zaufa, że przekonania, jakie we mnie żyją, są istotnie już wkorzenione w mej duszy, a nie pełzają po niej z pobudek mniej społecznych, a prędzej osobistych?

— Niech pan nie psuje wrażenia analizą, to najgorszy system — przerwała Stefcia. — Wystarcza, że pan to przekonanie posiada, że odczuwa je w całej pełni. To już jest bardzo wiele, jak na pana de Michorowskiego.

Zaśmiali się oboje.

— Ma pani słuszność, nie przedstawiajmy się gorszymi, niż jesteśmy, i cieszmy się chwilą jak obecna.

Nachylił do niej głowę i spytał z uśmiechem:

— Czy i pani się cieszy?

Stefcia wesoło błysnęła oczyma.

— Cieszę się — odparła.

— I dobrze pani tu na koziołku?