— Panno Stefanio!...
Ten wykrzyk zdziwił Stefcię. Brzmiało w nim pytanie i żal. Prędko powtórzyła:
— Gniewali się na mnie za wtargnięcie do ich przybytku. Tylko ta pani miała dla mnie lepsze spojrzenie.
Wskazała na portret.
Waldemar odwrócił głowę, popatrzał i rzekł poważnie:
— To moja babka, Maciejowa Michorowska, bardzo dobra i bardzo nieszczęśliwa kobieta... może właśnie dlatego nieszczęśliwa, że dobra.
— Dlaczego? — spytała Stefcia.
— Och, to smutna historia. Nie chciałbym pani zasmucać.
— Proszę, niech mi pan opowie jej dzieje — szepnęła z prośbą.
Waldemar przepalał ją wzrokiem. Postąpił parę kroków i biorąc róże z sofy, rzekł stłumionym głosem: