Waldemar cofnął się, przegiął zgrabnie i z siłą odbił nadlatującą piłkę — wprost na pannę Ritę.
— Wiluś, trzymaj! — krzyknęła ona z kolei.
Ale już było za późno; wygrała Stefcia i Waldemar.
— Brawo, panno Stefanio! Możemy sobie podziękować i powinszować, tryumfujemy! — wołał ordynat.
Trestka popatrzał na Ritę.
— A co, nie mówiłem? To ciekawa gra.
— Nudny pan jest. Mogłam wygrać. To przez Wilusia wszystko.
— Moja droga, ty gapiłaś się, a ja miałem za ciebie grać — odciął się zaperzony student.
— Prawda, tym bardziej że gapiłeś się i ty.
— Voilà c’est le mot193 — zaśmiał się baron Weyher.