— Dziękuję! Pani bajecznie przyczyni się do naszego zwycięstwa — rzekł znacząco.

Panna Rita zagryzła wargi i obrzuciła Stefcię niechętnym spojrzeniem.

— Byłam pewna, że pan przegra, ale to jeszcze nie koniec!

— Czekam nowego ataku — rzucił ordynat.

— Ryzykuje pani za wiele — wtrącił Trestka — tam grają kolosalne siły i mają wenę: przeczuwam porażkę na całej linii.

— Niech pan będzie cicho. Qui ne risque rien, n’a rien!191

Mais qui risque trop, aussi n’a rien192 — odrzekł Trestka zły.

— O czym państwo mówią? — spytał ordynat.

— Niewiniątko!...

— Panie ordynacie, piłka! Piłka! — krzyknęła Stefcia.