— Powitalną fanfarę dla nas.
— Przedtem, ale teraz coś z motywów ludowych. Wcale ładnie grają.
— Jest ich przecie dwudziestu, to nie byle pozytywka. Mogliby koncerty dawać.
— A wszystko młodzi chłopcy w strojach narodowych. To już innowacja ordynata, dawniej podobno muzykanci chodzili we frakach i byli przeważnie cudzoziemcami.
— Ordynat wiele wprowadził nowości — zauważył baron.
— O tak! Głębowicze są nie do poznania — potwierdziła panna Rita. — Nie mówię o rezydencji, lecz o całym w ogóle urządzeniu. Organizacja majątku znakomita. Ordynat ma już wielkie zasługi obywatelskie, choć taki młody.
— Zasługi obywatelskie polegające na urządzeniu orkiestry włościańskiej? — wtrącił złośliwie Trestka.
Stefcia rozgniewała się.
— A chociażby nawet! To zasługa, że popiera sztukę na miejscu, w kraju, zamiast szukać obcych cudaków we frakach.
— Doprawdy... Voyons! Myślałem, że pani pasjami lubi fraki — szydził Trestka.