Pochylił się nad nią i szepnął z uśmiechem:
— Teraz wzniosę toast na cześć młodości i szczęścia, uosobienia pani. Taki toast wypić trzeba do dna.
— Dobrze, ale nie chcę być uosobieniem nietrzeźwości — rzekła sucho.
— Umie się pani bronić od tego — powiedział porywczo.
Wiluś, siedzący obok, rzekł do niej z ciekawą miną:
— Czy pani wie, za kogo ją tu niektórzy biorą w Głębowiczach?
— Za kogo? — spytała zdziwiona.
— Za hrabiankę Barską, domniemaną narzeczoną ordynata.
— Taaak!?...
Stefcia zesztywniała. Przypomniał jej się tytuł nadany przez kamerdynera w zamku. To tłumaczyło zachowanie się służby...