Przeszedł ją leciuchny dreszcz, ognie uderzyły do głowy. Powtarzała w myśli:

— Hrabianka Barska.... narzeczona ordynata. Nigdy o niej nie słyszałam. Jaka ona jest? Jak wygląda?...

— Dlaczego pan powiedział „domniemana”? — spytała głośno.

— Bo nie rzeczywista — odrzekł student, wzruszając ramionami. — Chcą ordynata ożenić z Barską, ale on się nie spieszy, chociaż to jedna z najpierwszych partii w kraju. Domniemana narzeczona czeka z upragnieniem, lecz wątpię, czy skutecznie, bo ordynat grymasi.

— A dlaczego mnie biorą za nią? Czy jestem podobna?...

— Nikt jej w Głębowiczach nie widział, ja również, ale służba zapewne wie coś o projektach matrymonialnych względem ordynata i odgaduje, że pani jest ową wybraną, ponieważ panią widzi po raz pierwszy i...

Zawahał się.

— I co? — podchwyciła śmiało Stefcia.

Wiluś spojrzał na nią z ukosa.

— Nic! Po prostu przeczuwają w pani przyszłą ordynatową.