W gabinecie i przytykającej doń fajczarni227 wrzało życiem. Waldemar zapraszał na polowania jesienne.
Trestka, usłyszawszy to, zerwał się z szezlongu.
— Czy i w Słodkowcach będą obławy? — spytał, poprawiając binokle.
— Zapewne! Cóż panu na tym zależy? — zdziwił się Waldemar.
Kilku panów parsknęło śmiechem.
— Trestka jest bajeczny! Chodzi mu o to, czy goniąc dziki, nie będzie pozbawiony widoku panny Szeliżanki, bez której on jest zerem, a w Słodkowcach prędzej się to może zdarzyć.
Waldemar wzruszył ramionami.
— Spotkasz ją pan w Głębowiczach, bo na polowaniach będą obecne panie. Zresztą nim to nastąpi, zmienią się może warunki, zdobędziesz pan większe prawa.
— A to jakim sposobem?
— No, zostaniesz narzeczonym.