— Bo smutno mi... Ten dzień... zawsze... przepędzałam w domu — odpowiedziała cicho.
— Czy tylko ten powód?...
Spojrzała na niego bystro.
— Tylko ten... nic więcej! — zawołała prędko.
Pan Maciej cofnął się, puścił jej ręce i opadł na fotel. Jej okrzyk „nic więcej” zdradził ją w oczach podejrzliwego starca. Czuł, że poza tęsknotą do rodziny jest jeszcze coś, czego nie chciał nazwać. Patrzył na nią uparcie i szepnął do siebie:
— Stenia... druga Stenia...
— Kto? — zapytała dziewczyna z nagłym poruszeniem.
Pan Maciej pokiwał głową.
— Nie znasz jej, dziecko. Kiedyś, kiedyś była taka Stenia, podobna do ciebie, ale... to już dawno.
Stefcia przypomniała sobie historię Waldemara w sali portretowej w Głębowiczach. Żal ścisnął jej serce i spuściła oczy.