Pan Maciej wziął ze stolika pudełeczko oprawne w zamsz, otworzył je i z białego aksamitu zdjął miniaturę w formie dużego medalionu z gustowną emalią na złocie.

Miniatura przedstawiała młodego człowieka w mundurze ułanów polskich, z gwiazdą na piersiach i orderem Virtuti Militari. Pan Maciej, pokazując ją Stefci, rzekł wzruszony:

— Jest to moja podobizna z czasów, kiedy byłem najszczęśliwszy... kochałem taką jak ty Stenię, myślałem, że ona i świat cały do mnie należą... Ha, minęła młodość!... Ale... co ci jest, dziecko?...

Stefcia, spojrzawszy na portrecik, drgnęła.

— Ja to gdzieś widziałam... Ja to znam!

Starzec zatrzymał na niej uważny wzrok.

— Widziałaś tę miniaturę? Gdzie, jakim sposobem? Chyba się mylisz, dziecko! A może... Idalka ci pokazywała?

— Nie, nie... ale widziałam na pewno.

— Może taki sam portret mój spotkałaś w jakim bardzo starym piśmie? To możliwe! Dawniej byłem człowiekiem trochę interesującym ogół.

Stefcia kręciła głową z powątpiewaniem.