W przechadzce swej zatrzymał się na środku pokoju i stał, patrząc ze zdumieniem na ciotkę.
— Co cię tak dziwi, Waldy? — powtórzyła.
— Troskliwość cioci względem panny Stefanii. Coś niesłychanego!
Mówił, wzruszając ramionami, ale widocznie zrobiły mu przyjemność słowa ciotki. Ożywił się znacznie.
— Tiens, ja ją bardzo lubię — mówiła baronowa. — Ona ma w sobie coś takiego, co mimo woli bierze. Miałam dziś prawdziwy kłopot, co jej ofiarować, no i wybrałam sześć tomów Heinego250 en luxe251. Chyba dosyć, prawda?
— A czy wszystkie kartki były w tych tomach?
— Co ty pleciesz, Waldy?
— O nic! W ciocinych tomach to się zdarza periodycznie. Autorowie w postaci pojedynczych kartek wychodzą sobie na świat Boży niby na wilegiaturę252. Sam widziałem kiedyś, jak się Bourget253 bił z Szekspirem na dywanach w buduarze254 cioci. Rochefoucauld, Dickens, Zola podróżują sobie razem pod konsole, kanapy, aż je lokaj w końcu pakuje do kosza i w przykładnej zgodzie idą na całopalenie.
Pan Maciej zaczął się śmiać, ale baronowa obraziła się.
— Zawsze jesteś nieznośny! — rzekła, wstając.