— Ja? Cóż ja? — tłumaczył się, wzruszając ramionami.
— Nie ofiarował pan Apolla? To wstyd, panie!
— Apolla nie, ale cztery muzy miałam dziś w ręku — śmiała się solenizantka.
— Które tak były tym zachwycone, że aż ponosiły.
— Niech pan nie żartuje.
— Jestem jak na sanskryckim kazaniu — wołała Rita.
Stefcia opowiedziała jej przygodę rannego spaceru.
— A gdzież jest pani attaché256? — spytał Waldemar.
Panna Rita rozejrzała się.
— Trestka? Jak to, nie ma go tu jeszcze?