— Do Słodkowic? Przecież są dwie.
— Tak, ale twoje, a ja chcę, żeby mama miała swoją.
— Ma swoje lando i powóz. Jak będziesz wychodziła za mąż, to ci karetę angielską zafunduję.
— Taką jak w Głębowiczach?
— Taką samą.
Stefcia i panna Rita oglądały damskie siodła. Jedno podobało się najwięcej: całe z jasnego zamszu, uzdeczki, naczolniki i pejcz nabijane srebrem, czaprak z błękitnego aksamitu, z wyhaftowanym srebrnym szlakiem.
Panna Rita spytała o cenę. Była bardzo wygórowana, ale Waldemar osądził przeciwnie i siodło kupił.
— Czy to dla przyszłej ordynatowej? — spytała Rita. — Bo ma pan pyszne siodła damskie w Głębowiczach...
— To przeznaczam do Słodkowic.
— Dla kogo?