— Sapristi!279 Pani zaczyna być gorzka. Zawsze jednak jest pani szczera, a to wolę od fałszywych pochwał, jakimi witała mnie hrabianka Paula, mrugając na tego osła Weyhera. Do diabła, przecież nie potrzebuję jej protekcji!
— Staje się pan niemożliwy, panie hrabio.
— Pardon, otworzyłem swój codzienny słownik, zapominając o obecności pań. Pardon!
Hrabia Barski śledził rozmawiających i upatrzywszy chwilę, spytał Zanieckiego, poruszeniem brwi wskazując na Stefcię:
— Qui est ça?280...
— Nauczycielka i dame de compagnie281 małej Elzonowskiej, mademoiselle282 Stéphanie Rudecka.
Hrabia nasrożył się. Wielkie, okrągłe jego oczy zbielały z oburzenia.
— Nauczycielka?... A cóż znowu ta Rita? Czy to szykana?...
Zaniecki z porozumiewawczym uśmieszkiem szepnął do hrabiego:
— Jest bardzo dobrze uważana. On l’accepte très bien283, szczególnie starszy Michorowski... i ordynat.