Barski rzucił na Zanieckiego bystre, niespokojne spojrżenie. Dumne usta magnata skrzywił ironiczny grymas.
— Ja uważam, że wszyscy. Que c’est ridicule!284 I skąd ona jest?...
— Córka jakiegoś obywatela z Królestwa.
— Ach, więc szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie? Minęły te czasy, a w rzeczywistości nigdy nie istniały.
— Mais elle n’est pas mal?285
— Oui, pas mal286. Tylko ta Rita...
Hrabia skrzywił się, nie dopowiedziawszy myśli, że panna Rita popełniła wielki błąd w prezentacji. Bo można mieć wśród siebie wiele osób „innych”, zwłaszcza w miejscu publicznym, ale trzeba zawsze wiedzieć, kto kim jest. Hrabia zrobił ruch ręką, jakby mówiąc:
— Nie można zresztą tego wymagać od Szeligów.
I wielką swą głowę barską tryumfalnie wzniósł do góry.