Małgorzatko, godna uwielbienia,

Małgorzatko, nie bądźże z kamienia!

Małgorzatko, mej miłości wierz...

— Ha! ha! ha! — wybuchnął śmiech ogólny.

— Cóż znowu? — obejrzał się obrażony Brochwicz.

— Do kogo pan to śpiewa, panie Trestka? — posypały się pytania.

Trestka zaperzył się.

— Jak to, śpiewam Małgorzatkę, nie słyszycie, panowie?....

— Brawo, panie, brawo! Nie mógł Jurek dobrać dla pana stosowniejszego śpiewu.

— Albo co? — zdziwił się Brochwicz. Nagle wybuchnął śmiechem. — Ach, prawda! Bajecznie! Dalej, Trestka, śpiewajmy.