Zaczął nucić:

— Małgorzatko — Margaritko — Ritko...

— Czyś się wściekł? — huknął Trestka.

— Śpiewałeś pan przecie mniej więcej to samo.

Trestka zakręcił się na pięcie.

Sapristi! — zawołał zły i poszedł w kąt sali, w który się przed chwilą wpatrywał.

— Powariowali — mruknął Wiluś Szeliga.

Śmiech trwał jeszcze.

— Gdzież ordynat? Obiecał przecie być — zapytał Żnin.

— Spóźnia się. Ha, każdy ma swoją Małgorzatkę — zadeklamował Brochwicz.