— Daj pan spokój, bo jak usłyszy... — obejrzał się Żnin.
— Natrze wam uszu za siebie i za mnie — mruknął Trestka, ale go nie dosłyszano.
— Jednak przyznacie, że ta Stefcia ma w sobie diablika. W niej coś po prostu goreje — rzekł Brochwicz.
Żnin podniósł palec na wysokość twarzy i kiwając nim, jakby komuś groził, rzekł z przyciskiem:
— To esencjonalna dziewczyna, tylko nie bardzo pozwala badać temperaturę swych gorejących oczu.
— Ale może pozwoliłaby ją podnieść — mruknął baron Weyher.
— W każdym razie nie panu — sarknął Wiluś.
— No!... i nie panu także.
— Do tej chemii ma najwięcej zdolności ordynat.
— I szans, proszę dodać.