— Ten sam, tylko na szczęście nie zidiociał razem z tobą.
Hrabia milczał, wpity oczyma w ordynata, wreszcie wybuchnął:
— To są zdania niesłychane! barbarzyńskie! To bluźnierstwo w ustach arystokraty!...
Waldemar zaczął się głośno śmiać. Podniósł ręce do góry i udając wzniosłość hrabiego, zawołał:
— Hrabio, litości! Twe słowa nas czynią barbarzyńcami. W imieniu arystokracji protestuję!
Hrabia wstał, uroczysty, ale zdumiony, z rozszerzonymi oczyma.
— Co?... jak?... vraiment?294...
Waldemar śmiał się, nie przestając chodzić. Brochwicz szepnął mu na ucho:
— Spójrz! Barskiego napadł magnacki szał. To chwila osłupienia, zaraz się wścieknie.
Starszy książę Zaniecki dotknął ramienia Barskiego i rzekł spokojnie: