Brochwicz cicho podsunął się do chłopca i wypchnął go lekko za próg.
Wiluś, oszołomiony, znalazł się na środku sali.
Dwie Cyganki cisnęły nań kwiatami, jedna zaczęła tańczyć czardasza296.
Wiluś miał minę zupełnie ogłupiałą.
— Ha, ha! — zaśmiał się basem hrabia Barski.
Wtórował mu dystyngowanym dyszkantem297 Morykoni.
Waldemar skrzywił się.
— No, Jurek, głupstwa robisz. Do czego to podobne!
Brochwicz zanosił się od śmiechu.
— Ależ patrzcie tylko na niego: opędza się jak od much. Nie wiedziałem, że z niego taki skowronek.