Trestka wprowadził Wilusia z powrotem do gabinetu.
Chłopak był więcej oburzony niż zły, ale patrzał na Brochwicza chmurnie; miał już w głowie kilka kieliszków wina.
— Patrzcie! Trestka w roli niańki! — wołał Brochwicz. — Nic dziwnego, przyszły szwagierek...
— Dajcie mu spokój! Ty, Jurek, jesteś, dziś zupełny wariat — mówił Michorowski.
— Ja chciałem tylko wprowadzić średniowiecznego trubadura do lamparciej jaskini, bo mu się widocznie podobała.
— I chybiłeś dzięki interwencji pana Trestki, no i gołębim instynktom jego pupila — zaśmiał się Żnin.
— Tak! Trestka bajecznie zna swoje obowiązki — zapewniał Brochwicz.
Książę Giersztorf podniósł do góry kielich z szampanem.
— Panowie! Toast na cześć dzisiejszych zdobywców nagród, ordynata w pierwszym rzędzie!
— Nie można pić: brak panny Rity, która jest również nagrodzona.