Zerwał się z kanapy, dopadł do fortepianu i uderzył parę silnych akordów.
Pan Świrko poruszył głową.
— Tłu... tłuściutkie kochaneczki... milutkie — szeptał, budząc się.
— Ten się uraczył — rzekł ordynat i klasnął w dłonie.
Wszedł lokaj. Michorowski rzucił mu banknot i kazał sobie podać palto.
— Cóż ty, płacisz? Wychodzisz? A my? — wołał zdziwiony Brochwicz.
— Paradny jesteś, Jurek! Dobranoc panom.
— Ja idę z ordynatem — rzekł młody Giersztorf.
— I ja także! i ja! — zawołało kilka głosów.
— No to i ja z wami! Czas rzucić tę budę! — krzyknął Brochwicz.