— Bardzo taktowna dziewczyna — rzekła baronowa do ojca po wyjściu Stefci. — Ale Waldy czasem galopuje się.

— Jemu wypadało zaproponować, a jej odmówić. Są siebie warci — odrzekł pan Maciej.

Waldemar odprowadził Stefcię do dorożki.

— Panno Stefanio, co się z panią dzieje? — zapytał, patrząc na jej gorące rumieńce i podniecenie.

— Jadę na spotkanie ojca — odparła.

— Dobrze, ale ja już od kilku dni nie poznaję pani. Wystawa dziwnie na panią działa.

Stefcia przygryzła usta.

— Źle czy dobrze?

— Przede wszystkim odmiennie. Pani się czymś kłopocze, jakiś niepokój panią dręczy...

Podniosła na niego zdumione oczy.