— Ojczuś!...
Po długich powitaniach Stefcia wypytywała ojca o matkę, młodsze rodzeństwo, dom i sąsiadów. Pan Rudecki przyglądał się jej z uradowaniem, ale badawczo. Wreszcie rzekł:
— A jakże tam tobie, dziewuszko? Listy pisujesz wesołe. Dobrze ci?
Stefcia zarzuciła ręce na szyję ojca, kryjąc twarz.
— Bardzo mi dobrze, ojczusiu! Lucia miła dziewczynka, kochamy się z sobą.
— No, a pani Elozonowska? A ten wasz ukochany dziadek, którym się tak zachwycasz... Jakże on się nazywa? Zawsze zapominam.
— Pan Maciej.
— Aha, pan Maciej Michorowski... Więc on cię tak lubi?
— O, dziadzio najlepszy! Ale i wszyscy oni nie tacy, za jakich często ich biorą.
— Bo prawdziwa arystokracja.