— Ach, któż o tym wątpi?... Tylko... zdawało mi się... że był pan pod wrażeniem chwili i trochę może mimo woli... przeszarżował prawa zwykłych grzeczności.
Waldemar popatrzał na nią i rzekł z przyciskiem:
— Więc zapewniam panią, że byłem szczery. Gdzie istnieją całe szeregi chwil, nie poddaję się wyłącznie wpływom jednej. Zatem nie szarżowałem, raczej przeciwnie, przez wzgląd na osobę interesowaną zawsze i wszędzie niesłychanie normuję swe wrażenia, nie chcąc wyprowadzać jej z dotychczasowego obiektywu pod bardziej szczegółowy rozbiór opinii, która nie szczędzi nikogo.
Rita siedziała blada, panując nad sobą. Ta walka ubrała ją w maskę chłodu. Odrzekła sztywno:
— Danej osoby opinia nie naruszy, ale u pana wynurza się już subiektywność kwestii...
— Pozwalam wszystkim na rozcząstkowanie siebie i swych myśli, byle się kontentowano328 tylko mną. To zastrzegam — dodał, kładąc nacisk na ostatnich słowach.
Panna Szeliżanka dumnie rzuciła głową.
— Niech pan zastrzega innym, gdyż ja rękawicy pańskiej nie podniosę... Mogę ją najwyżej popierać w pewnych sferach, gdy już będzie rzucona.
Michorowski skłonił się.
— W panią wierzę — rzekł grzecznie.